Najmłodsza planistka w naszej firmie chodzi do podstawówki
Streszczenie w trzech zdaniach
Mówiliśmy, że uwzględniamy opinie dzieci w naszych treściach, ale rzadko kiedy dziecko było naprawdę główną postacią, współtworzącą wszystko od samego początku.
Gdy oddaliśmy mu miejsce, popłynęła wyobraźnia, na jaką dorośli nie wpadli, i w ciągu tygodnia wdrożyliśmy wszystkie sześćdziesiąt pięć uwag z tamtego dnia.
Dziecko potrafiło nawet wytłumaczyć, dlaczego lubi gry bez poprawnych odpowiedzi i bez rankingów.
Zawsze mówiliśmy, że przy tworzeniu treści mocno uwzględniamy opinie dzieci, ale patrząc wstecz, nigdy nie było to wystarczające. Zdarzało się to kilka razy, ale w bardzo ograniczonym zakresie — a żeby dziecko, które faktycznie korzysta z tych treści, stało się główną postacią i współtworzyło je od samego początku, było wyjątkową rzadkością.
Jak dotąd „sprawdzaliśmy“ dzieci
Dorośli siadali razem i mówili sobie: dzieci lubią takie rzeczy. Analizowaliśmy dane, zlecaliśmy monitoring firmom badawczym, prosiliśmy o radę nauczycieli i ekspertów, żeby dojść do wniosku, że to właśnie takich treści chcą dzieci — ale podstawą tego zwykle było po prostu wspomnienie, które każdy z nas wyciągnął z własnego dzieciństwa.
To, co w ten sposób powstało, pokazywaliśmy potem dwójce, trójce uczniów podstawówki i pytaliśmy, co o tym sądzą — godzinny test i na tym się kończyło. Sprawdzaliśmy więc, ale nigdy naprawdę nie tworzyliśmy razem.
Postanowiliśmy więc zmienić podejście. Zamiast dawać wynik do sprawdzenia, tworzyć razem od samego początku.
Dzień, w którym dziecko przyszło do pracy z ekipą
Pewnego dnia w lipcu 2026 dziecko przyszło do pracy razem z ekipą. To nie była krótka wizyta jako gość, lecz cały dzień pracy spędzony razem — aż do końca dnia bawiło się, planowało i testowało, nie zauważając upływu czasu. To zawsze dorośli się męczyli.
Dziecko wcale się nie zmęczyło, wręcz przeciwnie — bawiło się świetnie, co ma sens, bo przez cały dzień widziało, jak to, co powiedziało, zmienia się na ekranie.
Na początku był to układ, w którym dorosły tłumaczył, a dziecko słuchało, ale w pewnym momencie palec wskazujący ekran należał już do kogoś innego. Na ekranie było wtedy narzędzie do nagrywania głosu postaci w zależności od emocji, a dziecko wskazywało jedno zdanie, mówiąc, co myśli.
Głos stał się postacią
Tego dnia dziecko nie tylko słuchało — samo czytało zdania na głos i od razu je nagrywało. Głos zły, głos podekscytowany, głos zaciekawiony, jeden po drugim.
Te nagrania są dziś wzorcem głosu postaci Nuri, a Nuri mówi, podążając za barwą głosu, jaką stworzyło dziecko. Więc kiedy Nuri pyta „pójdziemy razem dalej?“, to nie jest sposób mówienia dziecka wymyślony przez dorosłego — to naprawdę tak mówi prawdziwe dziecko.
Wyobraźnia dziecka różniła się od naszej
Tydzień później dziecko przeszło od początku do końca przez wszystkie dziewięć gier, które stworzyliśmy, a to, co usłyszeliśmy w odpowiedzi, nie znajdowało się w żadnym planie żadnego dorosłego.
Jeden. Jeśli przyniesiesz ogień do drzewa. My zakładaliśmy od razu, że ogień jest niebezpieczny i trzeba go powstrzymać, ale dziecko myślało inaczej. Gdy drzewo spłonie i zniknie, w tym miejscu zostają trzy nasiona, a jeśli zebrać te nasiona i podlać je wodą, wyrośnie nowe drzewo.
Idąc jeszcze dalej, dziecko powiedziało też, że nowo wyrosłe drzewo nie powinno być jabłonią, tylko winoroślą albo gruszą. Bo jeśli wraca to samo, jest nudno.
Dwa. Jeśli w deszczowy dzień weźmiesz skakankę. W głowie dorosłego parasol jest poprawną odpowiedzią na deszcz, a skakanka złym wyborem, więc wyobrazilibyśmy sobie ekran, który to blokuje albo informuje o błędzie. Odpowiedź dziecka była inna. Postać mówi, że skakanka nie potrafi zatrzymać deszczu, po czym mimo to skacze na deszczu, śmiejąc się, że i tak jest jej dobrze.
Zamiast nazwać złą decyzję błędem, dziecko zamieniło ją w inny rodzaj radości — to, co my zapisaliśmy tylko jako zasadę, dziecko wcześniej zamieniło w scenę.
Trzy. Jeśli naciśniesz śpiącą postać taty, na jego twarzy pojawia się bazgroł. Do tego miejsca dojdzie i dorosły. Ale historia dziecka przeskakuje od razu na następny poranek. Tata idzie do pracy wciąż z pomazaną twarzą, odkrywa to przed lustrem w łazience i się przestraszy, a kończy się to tak, że dwoje dzieci, które za nim poszły, śmieje się razem.
Trzyaktową historię, która przeskakuje w czasie i kończy się zwrotem akcji — wymyśliło dziewięcioletnie dziecko.
Cztery. Skarpetki dobiera się w pary tego samego koloru — taka była zasada gry porządkowej, którą stworzyliśmy, i zarazem powszechny sposób uczenia klasyfikacji. Dziecko powiedziało, że skarpetki mogą tworzyć parę nawet w różnych kolorach i że nie do pary też wyglądają fajnie. Wybrało więc podejście, w którym nie ma jednej jedynej poprawnej odpowiedzi.
Potrafiło nawet wytłumaczyć, dlaczego to zabawne
Zaskoczyło nas nie to, co jest zabawne, lecz to, że dziecko potrafiło wytłumaczyć, dlaczego jest zabawne. Zapytaliśmy, jaką grę lubi, i taka padła odpowiedź.
Lubię gry, w których mogę robić po swojemu, bez poprawnej odpowiedzi, bez rankingu, całkiem swobodnie.
To była dokładnie ta sama zasada, którą zapisaliśmy w naszych dokumentach. Nie ustawiać w kolejce według punktów, nie oznaczać jako błąd, nie porównywać z innymi. My, dorośli, dochodziliśmy do tego przez narady, czytanie materiałów i zbieranie dowodów — dziecko powiedziało to jednym zdaniem.
Jak wdrożyliśmy sześćdziesiąt pięć uwag w ciągu tygodnia
Tamtego dnia wróciło sześćdziesiąt pięć uwag i wdrożyliśmy wszystkie. Nie wybrane — wszystkie.
Grzyby trzeba docisnąć, pokroić i położyć na ogniu, żeby się upiekły — jest moment, w którym są w sam raz, a jeśli zostawić je dłużej, spalą się. Spalonego postać nie zje. Jeśli dać postaci tteokbokki, szuka mleka, bo jest pikantne, a jeśli zje go kilka razy, brzuszek się napełnia, idzie do toalety i wraca szczuplejsza.
Kiedyś ta lista trafiłaby do protokołu z narady. Na kolejnym spotkaniu ustalono by priorytety, a dolna połowa po cichu by zniknęła — teraz jest inaczej. Pracujemy w piątkę bezpośrednio w terminalu, a osoba, która usłyszy prośbę, poprawia to od razu na miejscu.
Tamtego popołudnia dziecko trzymało tablet, dotykając właśnie poprawionego ekranu. Od chwili, gdy ktoś coś powiedział, do chwili, gdy mógł sprawdzić rezultat, wystarczyło kilka godzin.
Dziecko nie chciało zgadywać poprawnej odpowiedzi, tylko żywego świata.
Nawet miesiąc później
Pojedyncza wizyta zwykle jest jednorazowym wydarzeniem — kilka zdjęć i koniec — i myśleliśmy, że tak samo skończy się tym razem.
Ale mniej więcej miesiąc później, pewnego poranka, dziecko znów siedziało przed ekranem. Tym razem była to gra Quigi polegająca na łączeniu kropek, a obok dorosły zajmował się swoją pracą. Stan, w którym nie trzeba organizować żadnej specjalnej okazji — innymi słowy, wydarzenie stało się procesem.
Ale czy to nie jest zmuszanie dziecka do pracy?
To naturalne pytanie, a odpowiedź brzmi: nie. Dziecko przychodzi do biura z opiekunem i patrzy na ekran tylko wtedy, gdy ma na to ochotę. Dla dziecka to nie jest praca, lecz przedłużenie zabawy — tyle że to, co samo wybierze, naprawdę trafia na prawdziwy ekran.
To uczucie niewiele różni się od tego, co czuje dorosły — obserwując to z bliska, przekonaliśmy się, że doświadczenie, gdy twoja opinia znajduje odzwierciedlenie w świecie, nie zna wieku.
Liczy się dystans, nie tytuł
Wyobraźnia dziecka różniła się od naszych wyobrażeń. Była nieoczywista i bez wahania omijała nasze wyczerpane doświadczenie, kalkulacje komercyjne oraz podział na dobro i zło wyniesiony ze szkoły. Dlatego zmienił się kryterium, według którego decydujemy, kto jest planistą — nie długość kariery, lecz dystans od użytkownika.
W treściach dla dzieci osobą najbliższą użytkownikowi jest dziecko, i jaśniejszego kryterium jeszcze nie znaleźliśmy. Dlatego w naszej firmie mamy planistkę z podstawówki. Nie ma wizytówki, ale jej uwagi działają teraz w usłudze, a jej głos stał się postacią, która przemawia do dzieci.
Kto jest najbliższym użytkownikiem obok ciebie?
Każdy zespół ma poza salą narad prawdziwego użytkownika, a u nas było to po prostu dziecko. Sprowadzenie tej osoby przed ekran nie wymagało żadnego wielkiego procesu. Wystarczyło jedno miejsce i gotowość, by w tym samym tygodniu wcielić w życie jej słowa.
Ekrany, które przeszły kontrolę najmłodszej planistki, można zobaczyć w Quiga.